„Bociany” – Nagroda Starosty Powiatu Gryfińskiego, przez długie lata miała dobrą reputację. Kojarzyła się z docenieniem tych, którzy robią coś ważnego dla innych: społeczników, organizatorów wydarzeń, ludzi kultury, sportu, edukacji, lokalnych pasjonatów i zwykłych mieszkańców, którzy po prostu nie potrafią być obojętni.
Dziś jednak atmosfera wokół „Bociana” wyraźnie się zmienia. I nie jest to już tylko krytyka w kuluarach. Mieszkańcy coraz głośniej mówią, że ta nagroda przestaje być symbolem wspólnoty, a coraz bardziej przypomina układ, w którym liczą się znajomości, lojalność i przynależność do lokalnego kręgu wpływów.
– Nagroda Starosty Powiatu Gryfińskiego „Bocian” przez lata była symbolem uznania dla tych, którzy budują naszą lokalną tożsamość. Dziś, pod rządami byłego starosty Wojciecha Konarskiego i obecnej starosty Ewy Dudar, prestiżowa statuetka staje się symbolem czegoś zgoła innego: kolesiostwa, politycznego klientelizmu i głębokiego kryzysu standardów demokratycznych – czytamy w serwisie igryfino.pl.
Ludzie mówią wprost: „swoi nagradzają swoich”
W rozmowach wśród mieszkańców coraz częściej powtarza się proste zdanie: „znowu oni”. Nie chodzi tylko o konkretne nazwiska, ale o poczucie, że decyzje zapadają w gronie osób, które z racji pełnionych funkcji są ze sobą powiązane.
Gdy mieszkańcy widzą, że o wyróżnieniach decydują głównie samorządowcy, urzędnicy i osoby będące częścią tego samego środowiska, pojawia się zrozumiałe pytanie: gdzie tu niezależność i równe szanse? Bo jeśli władza sama sobie tworzy jury, sama prowadzi wydarzenie i sama wręcza nagrody – trudno oczekiwać, że społeczny odbiór będzie entuzjastyczny.
Coraz więcej osób zwraca też uwagę na formę wydarzenia. Dla mieszkańców liczy się prosty fakt: „Bociany” są nagrodą publiczną, finansowaną z pieniędzy podatników. Tymczasem zamiast skromnej formy i realnego uhonorowania pracy laureatów, coraz częściej mówi się o zamkniętej gali i klimacie „dla wybranych”. Wiele osób czuje, że robi się z tego wydarzenie, które bardziej służy wizerunkowi władzy niż docenieniu tych, którzy działają dla innych.
Wśród nominowanych nadal pojawiają się ludzie, którzy naprawdę na te wyróżnienia zasługują – i właśnie dlatego cała sytuacja budzi taki gniew.
Bo mieszkańcy widzą, że autentyczni społecznicy są czasem traktowani jak „ozdoba”, która ma uwiarygodnić decyzje podejmowane gdzieś poza społeczną kontrolą. W praktyce wygląda to tak, jakby ich praca miała dodać wydarzeniu powagi, ale niekoniecznie wpływać na wynik. I to jest ogromnie krzywdzące. Nie tylko dla tych ludzi, ale dla całej lokalnej wspólnoty.
„Prawdziwi aktywiści nie działają dla nagród”. Ale to nie usprawiedliwia farsy
W dyskusjach pojawiają się też głosy, że prawdziwej działalności społecznej nie robi się dla statuetek i wyróżnień. I to zdanie jest prawdziwe – większość społeczników działa z potrzeby serca, nie dla „Bocianów”. Tyle że mieszkańcy dodają od razu drugą część: jeśli już robimy taki plebiscyt, to niech on chociaż będzie uczciwy.
Bo dziś coraz więcej osób mówi wprost, że ta formuła staje się po prostu żenująca – nie przez samą ideę nagrody, ale przez sposób jej organizacji, dobór osób decydujących i atmosferę „samorządowego klubu wzajemnej adoracji”.
To nie jest bunt przeciwko nagradzaniu. To jest bunt przeciwko temu, że wspólne symbole tracą sens.
Mieszkańcy powiatu gryfińskiego chcą po prostu, żeby „Bocian” znów był nagrodą, którą można szanować. Żeby był jasny regulamin, jawne zasady, uzasadnienia wyborów i jury złożone nie tylko z samorządowców, ale również z niezależnych środowisk: organizacji społecznych, kultury, edukacji, sportu.
Jak podaje serwis igryfino.pl, w komisji konkursowej zasiadają niemal wyłącznie włodarze, ich zastępcy lub lojalni urzędnicy:
- Krzysztof Tkacz – burmistrz Mieszkowic
- Sławomir Jasek – burmistrz Morynia
- Bartosz Biegus – wójt Gminy Stare Czarnowo
- Paweł Wróbel – wójt Gminy Widuchowa
- Barbara Sobiś i Roman Michalski – radni powiatowi
- Oraz zastępcy burmistrzów i wójtów z Bań, Cedyni, Chojny, a także przedstawiciele Gryfina i Trzcińska-Zdroju.
A co za tym idzie, nagroda, która miała budować wspólnotę, stała się narzędziem lokalnych układów.






