środa, 17 grudnia, 2025
spot_imgspot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Diana Wilkaniec to mistrzyni szydełka. „Największą inspiracją są dla mnie dzieci”

Diana Wilkaniec o szydełkowaniu wie wszystko – i ani trochę nie przesadzamy. Potrafi wyczarować prawdziwe dzieła sztuki: delikatne serwety, kolorowe maskotki, modne akcesoria, a nawet całe elementy garderoby. Jej prace hipnotyzują detalem, precyzją i pomysłowością – trudno oderwać od nich wzrok. Spotykamy się z nią, by porozmawiać o pasji, która stała się czymś znacznie więcej niż tylko hobby. Jak to się zaczęło? Co daje jej rękodzieło? I dlaczego szydełko w jej domu przeżywa prawdziwy renesans?

 

Skąd wzięła się Twoja miłość do szydełkowania i kiedy zrobiłaś swoją pierwszą rzecz?

– Moja przygoda z rękodziełem zaczęła się w czasie drugiej ciąży, kiedy szukałam wyjątkowych, własnoręcznie wykonanych elementów wyprawki dla synka – becika, ochraniacza, ubranek. Zupełnie spontanicznie zapisałam się wtedy na kurs szycia w Szczecinie, w Akademii Szycia. Wróciłam stamtąd z uszytą własnoręcznie torbą bawełnianą i… głową pełną pomysłów! Tydzień później kupiłam swoją pierwszą maszynę do szycia – mam ją do dziś.

Na początku tworzyłam proste rzeczy: wyprawkę, poduszki, kostki sensoryczne, a potem zabawki, czapki, ubrania – najpierw dla dzieci, potem także dla dorosłych. W międzyczasie zaczęłam śledzić różne grupy rękodzielnicze i trafiłam na świat szydełkowania. Nigdy wcześniej nie trzymałam szydełka w ręku, więc zaczynałam totalnie od podstaw.

Pierwszym projektem był okrągły dywan ze sznurka – ambitny plan jak na debiut! Nie wyszedł tak, jak chciałam, ale potraktowałam to jako wyzwanie. Zamiast się zniechęcić, przerobiłam go – zszyłam z tkaniną i powstała piękna mata do zabawy dla mojego dziecka. Połączyłam szydełkowanie z szyciem – i to był moment, w którym poczułam, że rękodzieło to coś więcej niż hobby. To sposób na wyrażanie siebie, kreatywność i spokój.

Trudno się tego nauczyć?

– Szydełkowanie może wydawać się proste, ale początki bywają naprawdę wyzwaniem – szczególnie dla rąk! Najtrudniejsze jest opanowanie pracy obiema rękami jednocześnie. Jedną ręką musimy utrzymywać odpowiednie napięcie włóczki i cały czas ją „prowadzić”, a drugą – wykonywać precyzyjne ruchy szydełkiem. Co więcej, używamy niemal wszystkich palców naraz, co na początku bywa trudne do zsynchronizowania.

To taki rodzaj koordynacji, którego trudno nauczyć się „na sucho” – dużo łatwiej jest to pokazać niż opisać. Kiedy prowadzę zajęcia dla dzieci, widzę, że największym wyzwaniem na starcie są sztywne dłonie – dzieci często mocno ściskają szydełko, dlatego zawsze zaczynamy od gimnastyki palców i nadgarstków. Im bardziej elastyczne ręce, tym łatwiej „dogadać się” z włóczką i szydełkiem.

Gdy dzieci opanują sposób trzymania i naprężania nitki – czyli ten „niewidoczny” etap – wtedy nauka łańcuszka, półsłupków i kolejnych oczek idzie już naprawdę sprawnie.

Twoje prace – zakładki, torebki, ozdoby – wyróżniają się oryginalnością. Skąd czerpiesz inspiracje do nowych projektów?

– Największą inspiracją są dla mnie dzieci – zarówno moje własne, jak i te, z którymi pracuję w szkole. Od trzech lat jestem nauczycielem współorganizującym w szkole podstawowej, więc na co dzień obserwuję, czym się interesują, co je bawi, co wzbudza ich emocje. Bardzo często właśnie od nich przychodzą najciekawsze pomysły na nowe zakładki czy maskotki.

Oczywiście zaglądam też do internetu i korzystam z grup rękodzielniczych – to świetne miejsce do dzielenia się pomysłami i wzajemnej inspiracji. Część moich prac powstaje na bazie gotowych wzorów (schematów), które można kupić lub – jak to często bywało w moim przypadku – testować jako testerka dla polskich projektantek. Przez pierwsze trzy lata szydełkowania często testowałam wzory przed ich oficjalnym wypuszczeniem – to była super przygoda i nauka.

Ale nawet pracując na gotowym schemacie, zawsze wkładam w projekt coś od siebie. Zmieniam detale, dodaję własne elementy – np. szydełkowane oczy zamiast plastikowych, doszywam ubranko, czapeczkę albo dodaję fragmenty szyte na maszynie, co nie jest zbyt częste wśród szydełkujących. Dzięki temu każda moja maskotka, nawet jeśli powstała na tej samej bazie co inne, ma swój indywidualny charakter.

Ile czasu zajmuje Ci wykonanie jednej zakładki lub torebki – i co decyduje o ich ostatecznym wyglądzie?

– To chyba jedno z trudniejszych pytań, bo jako rękodzielniczka bardzo rzadko mierzę czas pracy. Dla mnie szydełkowanie to nie jest „praca na godziny”, tylko przyjemność, relaks, moment oderwania od codziennych spraw i obowiązków.

Ale ponieważ to pytanie często słyszę podczas jarmarków i festynów, postanowiłam kiedyś zmierzyć czas. I… nie da się tego ująć jednoznacznie! Najprostsza zakładka, taka bez wielu detali czy dodatków, zajmuje mi średnio około dwóch godzin. Ale jeśli robię zakładkę bardziej złożoną – z wyszywaną buzią, lokami, czapeczką czy innymi drobiazgami – to potrafię spędzić nad nią nawet 3,5 godziny.

Małe maskotki – takie jak np. żabki, które często przygotowuję na jarmarki – potrafię zrobić w około 30 minut, jeśli mają prostą formę i niewiele elementów do przyszycia. W przypadku większych maskotek najwięcej czasu pochłania zszywanie i wykańczanie wszystkich detali – to właśnie te ostatnie etapy wymagają największej precyzji.

O ostatecznym wyglądzie moich prac decyduje przede wszystkim estetyka. Bardzo dbam o to, by wszystko było dopracowane, spójne i wykonane z sercem – bo wiem, że rękodzieło powinno nie tylko cieszyć oko, ale i wzbudzać emocje.

Czy masz ulubiony motyw lub kolor, do którego często wracasz w swoich pracach?

– Oj, zdecydowanie jestem kolorową osobą! Lubię mocne barwy, kontrasty, tęczowe zestawienia – i widać to w moich pracach. Czasem wręcz nie potrafię inaczej. Nawet gdy planuję stworzyć coś „stonowanego”, kończy się na tym, że z białego konia wychodzi jednorożec z kolorową grzywą – tak już mam!

Trochę mnie smuci, że trendy – szczególnie te z sieciówek – promują głównie beże, szarości, pastele, i to się przekłada również na dziecięce wybory. Rodzice kierują się modą, a dzieci często noszą to, co akurat „na wystawie”. A przecież jako pedagog wiem, że dzieci kochają kolory! Uwielbiają żywe, intensywne barwy, które przyciągają wzrok i budzą emocje. Jasne, nie wszystkie – ale rzadko które dziecko wybiera szarość zamiast tęczy.

Moje maskotki są więc takie jak ja – radosne, barwne i z charakterem. Nie da się oszukać duszy – kolory po prostu same wchodzą mi w ręce!

Rękodzieło jest obecnie coraz bardziej doceniane, z czego to wynika?

– Myślę, że ludzie mają już trochę dość plastiku, masowej produkcji i powtarzalnych rzeczy „z Chin”. Coraz bardziej zaczynamy dostrzegać wartość w przedmiotach z duszą – takich, które ktoś zrobił własnymi rękami, z uważnością i sercem. To już nie tylko trend, to zmiana w myśleniu – widzę to po sobie i po osobach, które spotykam na wydarzeniach, gdzie wystawiam swoje prace.

Kiedyś bez zastanowienia poszłabym do sklepu sieciowego i kupiła np. krzesło. A teraz? Jesteśmy z mężem w trakcie budowy naszego wymarzonego domu i już planuję, jak odnowię stare krzesła kupione na rynku hurtowym. Będą w stylu rustykalnym – naturalne drewno, trochę kwiatów, ale też dużo kolorów, bo nie potrafię żyć w „beżowym świecie”. Chyba zbliżam się bardziej do stylu folk rustykalnego – ciepłego, pełnego faktur, barw i opowieści.

Podczas ostatniego z pikników, na który zostałam zaproszona jako rękodzielnik, zauważyłam coś ważnego. Były tam także dwa stoiska z zabawkami z plastiku – kolorowe, głośne, tanie. Wiem, że cenowo nie mam z nimi szans, bo moje prace to godziny pracy, precyzji i emocji. Ale wtedy przyszła do mnie kobieta z dwiema dziewczynkami i powiedziała: „Proszę sobie wybrać coś tutaj, bo tam nawet nie podchodzimy”. To był dla mnie moment potwierdzenia, że rękodzieło naprawdę ma wartość – i że są ludzie, którzy to widzą.

Dla mnie rękodzieło to też sposób na życie bardziej świadome – wolniejsze, mniej konsumpcyjne, z poszanowaniem dla twórczości i unikalności. Sama ostatnio zaczęłam przygodę z ceramiką – uczę się tej techniki i jestem zakochana w tym, jak glina zmienia się w coś trwałego, pięknego i zupełnie niepowtarzalnego.

To wszystko razem – zmęczenie bylejakością, potrzeba autentyczności, zwrot ku naturze i tradycji – sprawia, że rękodzieło wraca do łask. I bardzo dobrze!

Jak wygląda proces zamówienia u Ciebie – czy realizujesz indywidualne projekty na zamówienie?

– Tak, bardzo lubię pracować nad indywidualnymi projektami – wtedy czuję, że tworzę coś wyjątkowego, dopasowanego do konkretnej osoby. Kontakt zazwyczaj odbywa się przez mój sklep internetowy albo przez wiadomości na Facebooku czy Instagramie. Klienci piszą z pytaniami, czasem przysyłają zdjęcia inspiracji, opisują ulubione postacie dzieci, kolory czy dodatki.

Zdarza się jednak, że dostaję wiadomości z pytaniem, czy zrobię maskotkę „taką samą jak na zdjęciu” – i okazuje się, że to zdjęcie pracy innej rękodzielniczki. W takich przypadkach zawsze odmawiam, bo nie kopiuję cudzych projektów. Szanuję twórczość innych i zależy mi na etyce w rękodziele. Jeśli klient chce coś podobnego, mogę zaproponować wersję inspirowaną – ale wtedy proszę o inne zdjęcie, np. oryginalnej pluszowej zabawki albo postaci z bajki czy gry.

Na przykład ostatnio tworzyłam maskotki inspirowane grą Webfishing – dostałam zrzuty ekranu z gry i na ich podstawie przygotowałam szydełkowe wersje postaci. Dostałam też zamówienie na zakładki do książek z wizerunkiem ulubionych pluszaków dzieci – klientka przysłała zdjęcia i po wspólnych ustaleniach realizuję projekt.

Czy Twoje prace mają również znaczenie symboliczne – czy wkładasz w nie jakieś przesłanie lub emocje?

– Tak, zawsze wkładam w nie emocje – radość, spokój, czułość. Tworzę z sercem i dla serca, dlatego każda maskotka czy zakładka to nie tylko przedmiot to opowieść.

Który z dotychczasowych projektów był dla Ciebie największym wyzwaniem i dlaczego?

– Największym wyzwaniem są dla mnie… najmniejsze projekty! Nie lubię pracować kordonkiem – cienką nitką, która wymaga ogromnej precyzji i cierpliwości. Podziwiam rękodzielników, którzy to robią, ale to zdecydowanie nie moja bajka.

Aktualnie pracuję nad narzutką/szalem  z  wełny z dodatkiem jedwabiu – jest piękna, miękka i przyjemna w dotyku, ale też bardzo cienka i wymagająca. Najtrudniejsza jest dla mnie jej monotonia – powtarzalny wzór, brak zmian kolorów, liczenia. To zupełne przeciwieństwo moich kolorowych, emocjonalnych maskotek. Muszę często robić przerwy, bo efekt końcowy pojawia się bardzo powoli, a ja lubię widzieć, że „coś się dzieje”.

Jakie masz plany na przyszłość – nowe formy, kolekcje, może warsztaty lub wystawy?

– Marzę o tym, by moje szydełkowe zakładki trafiły do małych, klimatycznych księgarni z duszą – takich, gdzie czuć pasję do literatury i gdzie rękodzieło idealnie wpisuje się w atmosferę miejsca.

Myślałam również o stałych warsztatach szydełkowania dla dzieci, bo widzę, ile daje im to radości i ile uczą się przy okazji. Niestety wynajem lokalu to dla mnie zbyt duży koszt, a grupa nie mogłaby być większa niż 5 osób – wiem z doświadczenia, że na początku dzieciom naprawdę trzeba poświęcić sporo uwagi, by nauczyć je podstaw.

Na razie więc prowadzę takie zajęcia podczas półkolonii, wydarzeń kulturalnych czy jako część projektów edukacyjnych, ale mam nadzieję, że w przyszłości uda się stworzyć dla nich stałą, przyjazną przestrzeń.

Jakie rady dałabyś osobom, które chciałyby zacząć przygodę z szydełkowaniem, ale nie wiedzą, od czego zacząć?

– Przede wszystkim: cierpliwość, wiara w siebie i próbowanie bez zniechęcania się. Każdy kiedyś zaczynał – i każdy robił błędy! Na początek polecam gimnastykę dłoni – rozruszanie palców bardzo pomaga, bo szydełkowanie angażuje niemal całą dłoń. Nawet częste używanie nożyczek sprawia, że ręce stają się sprawniejsze.

Zaczynamy zawsze od oczka łańcuszka. Ważna jest też włóczka – na początek lepiej unikać białych i czarnych kolorów (trudno dostrzec oczka) oraz akrylu, który się rozdwaja. Sprawdza się grubsza włóczka bawełniano-akrylowa, a z doświadczenia na zajęciach z dziećmi widzę, że pluszowa włóczka jest rewelacyjna – nie rozdwaja się, a to bardzo pomaga początkującym.

Pamiętaj – nie wszystko musi być idealne. Jeśli coś nie wychodzi, robótka się zwęża albo oczka są nierówne – to nic! Najważniejsze, żeby nie tracić radości z tworzenia. A jak się zdenerwujesz, odłóż robótkę na chwilę i wróć do niej, kiedy emocje opadną.

Popularne Artykuły