czwartek, 14 maja, 2026
spot_imgspot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Dramat w trzeciej kwarcie przeważył. Wilki Morskie zatrzymane na własnym parkiecie

To był mecz dwóch historii – pierwszej, w której King Szczecin wyglądał jak lider Orlen Basket Liga, i drugiej, w której całkowicie oddał inicjatywę. Ostatecznie Energa Trefl Sopot pokonał King Szczecin 96:85, a kluczowa okazała się trzecia kwarta – moment całkowitego załamania gry Wilków Morskich.

Pierwsza połowa nie zapowiadała takiego scenariusza. Szczecinianie zaczęli od mocnego uderzenia, budując serię 9:0 i kontrolując tempo gry. Wyróżniał się Anthony Roberts, swoje robił także Nemanja Popović, a po 10 minutach gospodarze prowadzili 26:21. W drugiej kwarcie przewaga urosła nawet do 12 punktów, gdy do gry ofensywnej włączyli się Przemysław Żołnierewicz i Tomasz Gielo. King wyglądał na zespół poukładany, konsekwentny i – co najważniejsze – kontrolujący przebieg meczu.

Do przerwy było 47:42 i trudno było wskazać symptomy nadchodzącego załamania.

Decydujący moment przyszedł tuż po zmianie stron. Sopocianie rozpoczęli trzecią kwartę od serii 15:0. To był fragment, który całkowicie zmienił dynamikę spotkania. King przez pięć minut nie potrafił zdobyć punktów, a rywale trafiali zarówno spod kosza, jak i z dystansu. W krótkim czasie gospodarze z prowadzenia przeszli do wyraźnej straty. Po 30 minutach było już 57:71. To nie była tylko kwestia skuteczności rywali. To był moment, w którym Wilki Morskie straciły rytm – zarówno w ataku, jak i w obronie. Brak odpowiedzi na agresję Sopotu, problemy z organizacją gry i rosnąca presja sprawiły, że mecz wymknął się spod kontroli.

W czwartej kwarcie King próbował wrócić do gry. Jovan Novak starał się uporządkować ofensywę, a po trójce Tomasza Gielo strata zmniejszyła się do ośmiu punktów. Jednak to był tylko zryw. Sopocianie nie pozwolili już na więcej, trafiając w kluczowych momentach i kontrolując końcówkę.

Statystyki indywidualne pokazują, że problem nie leżał wyłącznie w ofensywie. Przemysław Żołnierewicz zdobył 19 punktów (8/11 z gry), Tomasz Gielo dołożył 18, a Roberts i Roach po 13. To wystarczający potencjał, by wygrać mecz – ale nie wtedy, gdy drużyna traci kontrolę nad jego przebiegiem na kilka kluczowych minut. I to właśnie te kilka minut zdecydowało o wszystkim.

Dla Kinga była to siódma porażka w sezonie i druga na własnym parkiecie. Znacznie ważniejsze od samego wyniku jest jednak to, w jaki sposób do niej doszło. Zespół, który przez pół meczu wyglądał jak kandydat do zwycięstwa, w trzeciej kwarcie przestał funkcjonować jako całość.

Popularne Artykuły