W czasach, gdy mieszkańcy Gryfina i okolic coraz częściej zmagają się z wysokimi kosztami życia, podwyżkami opłat i stagnacją usług publicznych, w Urzędzie Miasta i Gminy Gryfino widać zupełnie inny obraz rzeczywistości. Zastępcy burmistrza, skarbnik i sekretarz otrzymują nie tylko wysokie pensje, ale również nagrody sięgające dziesiątek tysięcy złotych. To zupełnie inny obraz, ktory obserwujemy w CW Laguna, tam pracownicy zarabiają skandalicznie słabo i właśnie prowadzą akcję protestacyjną.
Z oficjalnych dokumentów wynika, że tylko w 2024 roku na nagrody dla najważniejszych osób w urzędzie przeznaczono gigantyczne sumy.
-
Zastępca burmistrza Tomasz Miler otrzymał 34 800 zł,
-
Skarbnik Beata Blejsz – również 34 800 zł,
-
Sekretarz Janina Major – aż 44 800 zł,
-
Zastępca burmistrza Aleksandra Szymanowicz – 6 000 zł,
-
Były zastępca burmistrza Paweł Nikitiński – 9 800 zł.
Łącznie daje to ponad 130 tysięcy złotych nagród tylko dla wąskiego grona osób z kierownictwa urzędu. Do tego dochodzą jeszcze premie i dodatki dla naczelników oraz kierowników jednostek – ich suma sięgnęła w 2024 roku aż 370 850 zł brutto.
Uzasadnienia pełne górnolotnych sformułowań
Nagrody przyznano na podstawie przepisów ustawy o pracownikach samorządowych oraz wewnętrznych regulaminów. W uzasadnieniach powtarzają się górnolotne sformułowania: „za nadzór”, „za koordynację”, „za zaangażowanie”. Każdy z urzędników może pochwalić się długą listą zasług, od przygotowania dokumentów budżetowych, przez organizację wyborów, po nadzór nad inwestycjami czy kontakty z inwestorami.
Pytanie jednak brzmi: czy są to wyjątkowe osiągnięcia, czy po prostu… codzienne obowiązki, za które i tak przysługuje im wysokie wynagrodzenie?
Kiedy mieszkańcy słyszą o kolejnych podwyżkach opłat za śmieci, problemy z komunikacją czy konieczność oszczędzania w szkołach i placówkach publicznych, trudno im zaakceptować sytuację, w której urzędnicy przyznają sobie dodatkowe dziesiątki tysięcy złotych. Tym bardziej, że są to pieniądze z lokalnych podatków – tej samej kasy, do której co miesiąc dokładają się mieszkańcy Gryfina.
Czy rzeczywiście zasługi opisane w uzasadnieniach nagród są aż tak wyjątkowe, by nagradzać je dodatkowymi kwotami na poziomie rocznej pensji przeciętnego mieszkańca? A może to po prostu kolejny przykład „skoku na publiczną kasę”, gdzie uzasadnienia mają przykryć fakt, że system nagród w samorządzie stał się wygodnym narzędziem do podbijania pensji wąskiej grupie osób?
Na razie jedno jest pewne – władze Gryfina znalazły sposób, by w trudnych czasach nie musieć martwić się o własne portfele.






