sobota, 13 czerwca, 2026
spot_imgspot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

„Jakoś to będzie” – czyli najtańsze ubezpieczenie na życie, jakie sobie fundujemy

Ubezpieczenie na życie nie jest o śmierci. Jest o tym, co zostawiamy tym, których kochamy – i o tym, co sami możemy stracić, zanim jeszcze zdążymy umrzeć.

– Proszę bardzo – powiedz mi, że nie potrzebujesz ubezpieczenia na życie. Powiedz, że „jakoś to będzie”. Słucham uważnie. Bo po czterdziestu latach w tej branży wiem doskonale, co kryje się za tym słowem – pyta retorycznie Janusz Janicki, Senior Dyrektor Agencji Prudential Polska.

Polacy kochają słowo „jakoś”. Jakoś damy radę. Jakoś się ułoży. Jakoś to będzie. To piękne słowo – pełne wiary, ciepła, niemal poetyckiego zaufania do losu. Tyle że los rzadko czyta nasze scenariusze. I że „jakoś” nigdy nie wystarczyło wdowie z dwójką dzieci, gdy zabrakło pensji, która spłacała kredyt. Nigdy nie wystarczyło mężczyźnie, który po zawale serca dowiedział się, że przez pół roku nie wróci do pracy – i że jego oszczędności wystarczą dokładnie na trzy miesiące.

– W ciągu blisko czterech dekad pracy w finansach rozmawiałem z tysiącami ludzi. Byłem przy stole, kiedy padały trudne pytania. Byłem przy telefonie, kiedy ktoś dzwonił z płaczem. I mogę powiedzieć jedno z pełnym przekonaniem: ubezpieczenie na życie to nie jest produkt o śmierci. To produkt o życiu. O tym, jak żyjemy, zanim umrzemy. O tym, co się dzieje, kiedy zachorujemy, stracimy zdolność do pracy, kiedy los postanowi zweryfikować nasze plany – mówi Janusz Janicki.

Kiedy „jakoś” spotyka rzeczywistość

Wyobraźmy sobie Marka. Ma 42 lata, żonę, dwójkę dzieci, kredyt hipoteczny i dobrą pracę. Jest odpowiedzialny, pilny, kocha rodzinę. Nie ma ubezpieczenia, bo – jak sam mówi – „jakoś to będzie, jestem zdrowy, po co wydawać pieniądze na coś, co mi niepotrzebne”. Pewnego wtorku rano Marek dostaje wyniki badań. Diagnoza: poważna choroba serca. Operacja, rehabilitacja, rok poza rynkiem pracy. Oszczędności topnieją w trzy miesiące. Żona zaczyna pracować na dwa etaty. Dzieci przestają chodzić na dodatkowe zajęcia. Kredyt – ten sam kredyt, który „jakoś” miał się spłacać – zaczyna zagrażać rodzinnemu domowi. Marek przeżyje. Ale życie jego rodziny zmieni się nie do poznania.

– To nie jest scenariusz z horroru. To jest powtarzający się, dokumentowany, codzienny dramat polskich rodzin. Różnica między Markiem a jego sąsiadem, który miał polisę, jest prosta: jeden płakał razem z rodziną. Drugi mógł skupić się na powrocie do zdrowia, bo wiedział, że jego bliskim nic nie grozi – mówi Janusz Janicki.

Ubezpieczenie na życie to nie zakład ze śmiercią. To kontrakt z przyszłością – tą, której nie możemy przewidzieć, ale której skutki możemy złagodzić już dziś.

Trzy mity, które kosztują fortunę

Pierwszy mit: „Jestem za młody.” Właśnie dlatego warto zacząć teraz. Młody człowiek jest dla ubezpieczyciela niskim ryzykiem – składki są niskie, a ochrona natychmiastowa. Czekanie na „odpowiedni moment” to w praktyce czekanie na moment, kiedy zdrowie zacznie pogarszać się, a cena polisy – rosnąć. Najdroższe ubezpieczenie to to, o które prosimy zbyt późno.

Drugi mit: „Mam ubezpieczenie w pracy.” Grupowe polisy pracownicze to dobry początek i zły koniec planowania finansowego. Zazwyczaj pokrywają ułamek rzeczywistych potrzeb rodziny, wygasają z chwilą rozwiązania umowy o pracę i nie uwzględniają indywidualnej sytuacji. To tak, jakby zabezpieczać dom przed powodzią workami z piaskiem pod jednym oknem.

Trzeci mit: „Mnie to nie spotka.” Nikt z tych, którzy leżą dziś na oddziałach kardiologicznych, onkologicznych, neurologicznych, nie planował tam być. Choroba nie pyta o wiek, status zawodowy ani optymizm. Ubezpieczenie nie zmienia tego, co się stanie. Zmienia to, jak sobie z tym poradzimy.

O czym naprawdę jest ubezpieczenie na życie

– Przez całą karierę słyszałem jedno pytanie częściej niż inne: „Ale po co mi ubezpieczenie na życie, skoro nie zamierzam umierać?” I za każdym razem odpowiadam tak samo: właśnie o to chodzi – żebyś żył. Żebyś żył godnie, bezpiecznie i bez strachu. Żebyś mógł chorować, leczyć się, wracać do zdrowia – i żeby w tym czasie twoja rodzina nie musiała wybierać między rachunkami a jedzeniem – wspomina Janusz Janicki.

Nowoczesne ubezpieczenie na życie to narzędzie wielowymiarowe. Chroni na wypadek śmierci, owszem – ale przede wszystkim na wypadek poważnej choroby, trwałej niezdolności do pracy, wypadku, hospitalizacji. To finansowa poduszka bezpieczeństwa, która nie pozwala jednemu nieszczęśliwemu zdarzeniu obrócić w ruinę tego, co budowałeś latami.

– Kiedy patrzę na blisko czterdzieści lat w tej branży, widzę jeden powtarzający się wzorzec – tłumaczy Janusz Janicki. – Ci, którzy mówili „jakoś to będzie” i mieli szczęście, często mówili później: „Dobrze, że nic się nie stało, ale może jednak warto się zabezpieczyć.” Ci, którym szczęścia zabrakło, mówili: „Gdybym wiedział…”. I jedni, i drudzy dostrzegali to za późno. Jedyna właściwa chwila na rozmowę o ubezpieczeniu to ta, kiedy jeszcze nie jest potrzebne.

I dodaje:

– Polacy są odważnym narodem. Przetrwaliśmy rzeczy, które innym wydałyby się nie do przeżycia. Ale odwaga to nie to samo, co brawura. Prawdziwa troska o rodzinę zaczyna się od pytania: co się stanie z nimi, jeśli mnie zabraknie – albo jeśli nie będę mógł pracować? „Jakoś to będzie” to nie odpowiedź. To ucieczka od odpowiedzi. Masz prawo bać się tej rozmowy. Ale zrób ją. Dla siebie. Dla nich.

Janusz Janicki od blisko 40 lat związany jest z branżą finansową, budując doświadczenie w obszarze ubezpieczeń, sprzedaży i zarządzania zespołami. Jako Senior Dyrektor Agencji w Prudential Polska koncentruje się na rozwoju struktur agencyjnych oraz wspieraniu doradców finansowych w budowaniu długofalowych relacji z klientami. Ceniony jest za konsekwencję, profesjonalizm i praktyczną wiedzę zdobywaną przez dekady pracy na rynku finansowym.

Popularne Artykuły