wtorek, 13 stycznia, 2026
spot_imgspot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Od euforii do sportowej katastrofy. King przegrywa w fatalnym stylu

Wilki Morskie rozpoczęły mecz z Górnikiem Wałbrzych tak, jakby chciały szybko zamknąć sprawę wyniku. Agresywna obrona, płynny atak, pewność siebie – wszystko to sprawiło, że pierwsza kwarta wyglądała jak demonstracja siły gospodarzy. Szczecinianie wygrali ją aż 24:7, a chwilę po rozpoczęciu drugiej odsłony powiększyli przewagę do 26:7. Kibice w Netto Arenie mogli sądzić, że to będzie spokojne i radosne popołudnie.

I właśnie wtedy wszystko się posypało.

Wilki Morskie jakby zapomniały, że mecz koszykówki trwa cztery kwarty. Po znakomitym starcie przyszło załamanie, które trudno wytłumaczyć. Zespół Macieja Majcherka zaczął tracić rytm, pomysł i koncentrację, a kolejne minuty przynosiły coraz większą dominację gości z Wałbrzycha. Górnik najpierw zbliżył się do Wilków, później dzięki konsekwencji wyszedł na prowadzenie, a w ostatniej kwarcie kontrolował przebieg wydarzeń na pakiecie.

Statystyki mówią wszystko: trzy następne kwarty Wilki Morskie przegrały 12:23, 14:20 i 14:27. Z prowadzenia +19 zrobiło się -13. W Netto Arenie zapanowała konsternacja, bo to, co mogło być pokazem ofensywnej siły, przerodziło się w jak dotąd najbardziej bolesny blamaży sezonu – porażkę 64:77.

W grze szczecinian zabrakło dynamiki, celności i – co najważniejsze – energii, którą imponowali na początku rozgrywek. Przez trzy kwarty byli cieniem drużyny, która jeszcze niedawno imponowała swobodą i pewnością siebie. Górnik natomiast zagrał mądrze, konsekwentnie i z determinacją, wykorzystując każdą lukę w obronie gospodarzy.

Dla Wilków to bolesna lekcja, ale i wyraźny sygnał ostrzegawczy. W Orlen Basket Lidze nawet faworyci nie mogą lekceważyć rywali i trzeba grać całe 40 minut, bo nawet najlepszy początek nie daje żadnych gwarancji. Teraz przed zespołem Macieja Majcherka trudne zadanie: odbudować mental, naprawić błędy i pokazać kibicom, że ten mecz był jedynie wypadkiem przy pracy, a nie symptomem głębszego kryzysu.

Najskuteczniejszy w barwach Kinga był Przemysław Żołnierewicz, zdobywca 13 punktów. Po 10 rzucali Popovic i Hustak.

Kolejny mecz w Netto Arenie już 13 grudnia, w najbliższą sobotę King zagra z GTK Gliwice.

 

Popularne Artykuły