Sto metrów. Tyle dzieli pastwisko, na którym wypasa się 220 sztuk bydła, od strzelnicy plenerowej Bractwa Kurkowego „Gryf” w Mielenku Gryfińskim. Od września 2024 roku ta odległość wystarcza, żeby huk wystrzałów regularnie wywoływał panikę wśród zwierząt, a u hodowcy Jacka Buszty, który prowadzi tu gospodarstwo od ponad ćwierć wieku, doprowadził do poronień, nienaturalnych ułożeń płodów i spadku cielności o ponad 23 procent rok do roku. Sprawę od miesięcy opisują kolejne redakcje, od lokalnego igryfino.pl po ogólnopolską Interwencję Polsatu i portal Farmer.pl. Wspólny mianownik tych relacji jest jeden: mimo upływu niemal dwóch lat, jednoznacznego poparcia rady gminy i zamknięcia obiektu przez policję, burmistrz Gryfina Mieczysław Sawaryn nie podjął żadnych działań, które rozwiązałyby problem.
Strzelnica nie trafiła do Mielenka przypadkiem. Wcześniej Bractwo Kurkowe korzystało z obiektu w sąsiedniej gminie Widuchowa, ale tamtejszy wójt Paweł Wróbel zdecydował o zakazie jej użytkowania z powodu uciążliwości akustycznej i sprzeciwu mieszkańców.
„Uznaliśmy, że interes ludzi jest ważniejszy. Strzelnica w Widuchowej budziła niepokoje społeczne, dlatego została zamknięta” – wyjaśniał wójt w rozmowie z Polsatem.
Bractwo przeniosło się do Mielenka, gdzie wydzierżawiło od Lasów Państwowych działkę na 20 lat za 7 tysięcy złotych rocznie. Sołtys wsi Wioletta Grochalska przyznaje, że mieszkańcy nie mieli w tej sprawie nic do powiedzenia:
„Jestem bardzo zawiedziona, że nie mieliśmy żadnych konsultacji społecznych. Dowiedziałam się o strzelnicy w momencie, kiedy była otwierana. To jest wieś hodowlana, dlatego dziwi mnie, że nikt nie zapytał”.
Dla porównania, w pobliskim Borzymie podobną inwestycję poddano konsultacjom, a po sprzeciwie mieszkańców z niej zrezygnowano. W Mielenku takiej rozmowy nikt nie zainicjował.
Z relacji Buszty wyłania się chronologia, która przypomina raczej proces wygaszania nadziei niż realne rozwiązywanie problemu. W październiku 2024 roku, na pierwszym spotkaniu w urzędzie z udziałem burmistrza Sawaryna, Bractwa Kurkowego i sołtysa, hodowca usłyszał zapewnienia, że sytuacja się unormuje, a zwierzęta przyzwyczają się do huku. W maju 2025 roku, po szczególnie uciążliwym weekendzie strzelań, zorganizowano spotkanie w świetlicy wiejskiej, na które przedstawiciele Bractwa się nie stawili. Latem 2025 roku kolejne rozmowy w gminie kończyły się, jak twierdzi rolnik, hasłami wiceburmistrza i Bractwa, że „robią, co mogą, i ciszej się nie da”.
We wrześniu 2025 roku, gdy w stadzie zaczęły się pierwsze poronienia, radna Elżbieta Kasprzyk doprowadziła do zwołania komisji z udziałem kilkudziesięciu mieszkańców. Przedstawiciele Bractwa Kurkowego opuścili spotkanie w jego trakcie, tłumacząc się tym, że nie spodziewali się tylu ludzi. Miesiąc później, po kolejnej interwencji radnej, Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego przeprowadził oględziny obiektu. Wtedy też ujawniono, że strzelnicę wybudowały Lasy Państwowe przy okazji budowy drogi, a protokół z oględzin do dziś nie został mieszkańcom udostępniony.
W listopadzie 2025 roku radni gminy Gryfino głosowali w komplecie, sto procent głosów za cofnięciem regulaminu strzelnicy. W tym samym miesiącu badania weterynaryjne potwierdziły ponad 23-procentowy spadek cielności w stadzie Buszty. Na burmistrzu, według relacji hodowcy, uchwała rady nie zrobiła żadnego wrażenia.

Zamknięcie, które niczego nie zmieniło
7 marca 2026 roku policja zamknęła strzelnicę, bo jedna z działek, na których działa obiekt, nie miała zatwierdzonego regulaminu. Formalnie oznaczało to, że strzelnica przez pewien czas funkcjonowała niezgodnie z prawem. Na spotkaniu po zamknięciu burmistrz miał sam przyznać, że lokalizacja jest niewłaściwa, i zaproponować nową. Przewodniczący Rady Powiatu Hubert Andrych zadeklarował rozmowy z ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem o środkach na budowę nowego obiektu. Od tamtej pory w tej sprawie panuje cisza. W kwietniu 2026 roku przewodniczący rady gminy Rafał Guga zgłosił wniosek o kontrolę Komisji Rewizyjnej nad powstaniem i działaniem strzelnicy, co samo w sobie pokazuje, że nawet wewnątrz samorządu brakuje jasności co do tego, jak obiekt w ogóle powstał.
Burmistrz Sawaryn, który jest zarazem honorowym patronem obiektu, konsekwentnie broni jego legalności. W odpowiedzi dla Farmer.pl podkreślał, że regulamin strzelnicy zatwierdzono zgodnie z rozporządzeniem MSWiA z 15 marca 2000 roku, a pomiary hałasu nie wykazały przekroczenia norm. Tej samej linii trzyma się prezes Bractwa Kurkowego i kolega burmistrza, przez lata związany z Lasami Państwowymi Marek Woś, który przekonuje, że obiekt leży w środku lasu, z trzech stron osłonięty drzewostanem, a badania natężenia hałasu wielokrotnie potwierdzały zgodność z przepisami.
Rzecz w tym, że przepisy w tym sporze chronią wyłącznie strzelnicę, a nie gospodarstwo, które działa w tym miejscu od dekad. Prawnik Aleksander Bolko, pytany o sprawę przez Polsat, ujął to wprost:
„Nie wszystko, co opisane w prawie, będzie zgodne z zasadami współżycia społecznego, ze zdrowym rozsądkiem”.
Mieszkaniec Mielenka Piotr Kielak mówił podobnie:
„To nie fair, że kilku panów, którzy chcą sobie postrzelać, terroryzuje wieś”.
Kontrowersyjny głos w sprawie zabrał też poseł Artur Szałabawka, który w rozmowie z protestującym rolnikiem nazwał jego działania „nieświadomą dywersją” przeciwko obronności kraju, sugerując, że sprzeciw wobec lokalnej strzelnicy blokuje rozwój strzelectwa sportowego w Polsce – no ale ten głos dziwić nie może, Szałabawka to również kolega burmistrza Sawaryna. Dla hodowcy, który traci cielaki i choruje ze stresu o przyszłość gospodarstwa prowadzonego od 25 lat, to niewiele więcej niż ironia losu: broni swojego dobytku i słyszy, że działa na szkodę państwa.
Formalnie sprawa wciąż się toczy. Jest wniosek o kontrolę Komisji Rewizyjnej, jest zapowiedź nowej lokalizacji dla strzelnicy, jest obietnica rozmów o finansowaniu z ministerstwem obrony. Nie ma natomiast konkretnego terminu, konkretnej decyzji ani żadnego sygnału, że burmistrz Gryfina zamierza przełożyć te zapowiedzi na realne działanie szybciej, niż zrobił to do tej pory. Mieszkańcy i hodowca czekają od 2024 roku. Uchwała rady gminy, oględziny nadzoru budowlanego i zamknięcie obiektu przez policję to więcej niż wystarczające sygnały, że problem jest realny. Zabrakło tylko jednego: decyzji burmistrza, żeby faktycznie go rozwiązać.






