Sprawa zniszczenia dzieł sztuki w Akademii Sztuki w Szczecinie nabiera coraz poważniejszego wymiaru. Choć uczelnia utrzymuje, że Archiwum Idei A0 było prywatnym projektem prof. Roberta Knutha, pytanie zasadnicze brzmi: czy publiczna instytucja mogła nie wiedzieć o działalności prowadzonej na jej terenie, wykorzystującej mienie należące do Skarbu Państwa? Jeśli wiedziała i nie reagowała — to problem nie tylko wizerunkowy, ale przede wszystkim prawny.
Wracamy do tematu z niszczenia dzieł zebranych w Archiwum Idei A0. Kinga Konieczny, rzeczniczka prasowa Akademii Sztuki w Szczecinie wyjaśnia, że:
– Archiwum Idei było prywatnym projektem prof. Roberta Knutha. Nie posiadamy żadnych dokumentów wiążących Akademię Sztuki z pracami pozyskiwanymi prywatnie przez Roberta Knutha od artystów. Akademia Sztuki takich umów nie zawierała, co więcej, prof. Knuth kończąc pracę w AS w 2022 r. nie pozostawił żadnego protokołu, który potwierdzałby istnienie kolekcji dzieł w pracowni, którą dysponował.
Czy to wyjaśnia, gdzie się podziały prace artystów z Polski i Niemiec?
Akademia Sztuki jest jednostką sektora finansów publicznych. To oznacza, że obowiązuje ją rygor określony m.in. w ustawie o finansach publicznych, ustawie o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych oraz Kodeksie karnym. Zgodnie z przepisami ustawy o finansach publicznych, każdy wydatek i każde wykorzystanie składnika majątkowego musi być dokonane w sposób „celowy i oszczędny, z zachowaniem zasad uzyskiwania najlepszych efektów”. Przepisy prawa mówią także o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych:
„Naruszeniem dyscypliny finansów publicznych jest wykorzystanie składników majątkowych jednostki sektora finansów publicznych niezgodnie z przeznaczeniem.”
Jeśli więc prof. Knuth prowadził prywatną działalność artystyczną (galerię, archiwum, ekspozycję) w pomieszczeniach uczelni, a ta działalność nie była elementem programu dydaktycznego, umowy o współpracy lub formalnego projektu uczelni — mamy do czynienia z wykorzystaniem mienia publicznego do celów prywatnych. Jest tu jednak pewne „ale” – kluczowe pytanie w tej sprawie brzmi: czy władze uczelni wiedziały o istnieniu Archiwum Idei A0? Wielu świadków potwierdza, że o projekcie mówiono publicznie, a prace wystawiane w jego ramach były znane studentom, wykładowcom i odwiedzającym uczelnię. Zdjęcia przy zbiorach prac były powszechnie publikowane w social mediach, trudno przypuszczać, że władze uczelni o tym nie wiedziały. A jeśli wiedziały, to twierdzenie, że był to „prywatny projekt” profesora, nie zwalnia uczelni z odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie – mogłoby wskazywać na zaniechanie obowiązku nadzoru.
Brak nadzoru i odpowiedzialność uczelni
Rektor lub kanclerz uczelni, wiedząc o nieformalnym wykorzystaniu pomieszczeń, sprzętu czy energii elektrycznej do celów prywatnych, mieli obowiązek reagować. Brak takiej reakcji może być podstawą do postępowania dyscyplinarnego lub administracyjnego.
Każda przestrzeń dydaktyczna i wystawiennicza pozostaje pod kontrolą władz uczelni. Nie ma więc możliwości, by w murach instytucji funkcjonowała „prywatna galeria”, o której kierownictwo nic nie wiedziało. Dlatego dziś, gdy uczelnia twierdzi, że nie miała formalnych dokumentów wiążących ją z Archiwum Idei, pojawiają się kluczowe pytania: Czy Akademia udostępniła prof. Knuthowi pomieszczenie na cele dydaktyczne, czy też pełniło ono funkcję galerii lub archiwum bez formalnej zgody władz? Czy uczelnia pokrywała koszty związane z utrzymaniem tej przestrzeni (energia, sprzątanie, ochrona)?
Jeśli do tego dodać sprawę zaginięcia dzieł i ewentualnego ich zniszczenia – a można uznać je za prace o znacznej wartości – uczelnia jako instytucja publiczna może ponosić odpowiedzialność cywilną (odszkodowawczą), a osoby odpowiedzialne za decyzję o utylizacji – nawet karną. Co więcej, władze uczelni odcinają się Archiwum Idei A0, mówiąc o prywatnej inicjatywie jednego z wykładowców – trudno zatem w pierwszej chwili określić, kto był depozytariuszem tych dzieł, czyli faktycznie uczelnia przechowywała je z tytułu darowizny, użyczenia lub powierzenia.
Między zaniedbaniem a przyzwoleniem
W tej sprawie władze Akademii znajdują się w trudnym położeniu. Każdy scenariusz – zarówno brak wiedzy, jak i przyzwolenie – obciąża uczelnię. Jeśli uczelnia nie wiedziała, że na jej terenie funkcjonuje prywatne archiwum, to mamy do czynienia z brakiem nadzoru nad mieniem publicznym. Jeśli wiedziała i tolerowała działalność bez podstawy prawnej – to już naruszenie dyscypliny finansów publicznych. W obu przypadkach można mówić o potencjalnej odpowiedzialności rektora i kanclerza, którzy odpowiadają za gospodarowanie majątkiem uczelni.
Sprawa Archiwum Idei A0 jest testem nie tylko dla Akademii Sztuki w Szczecinie, ale dla całego systemu nadzoru nad instytucjami kultury i edukacji artystycznej. Czy władze publiczne potrafią rozliczyć własne zaniedbania? Czy uczelnia, która ma kształcić artystów i uczyć odpowiedzialności za dziedzictwo, sama stanie się przykładem braku przejrzystości i nadzoru?
Na te pytania odpowiedzieć powinna trwająca kontrola ministerialna – ale już teraz widać, że odpowiedzialność Akademii Sztuki nie kończy się na stwierdzeniu „to był prywatny projekt”. W instytucji publicznej nie ma miejsca na prywatne galerie, o których nikt formalnie nie wiedział.






