Kto i ile zarabia w kulturze? Stowarzyszenie Kultura w Pracy domaga się jawności wynagrodzeń artystów i kosztów wydarzeń finansowanych z budżetu państwa. W rozmowie z nami Dawid Mateusz* i Patryk Kosenda** tłumaczą, dlaczego przejrzystość w kulturze to nie fanaberia, ale warunek zaufania i równości.
Martyna Bójko: Rozmawiamy w ostatnim dniu przesłuchań konkursu chopinowskiego i przed naszym spotkaniem postanowiłam sprawdzić, ile zarabia jury. Media donoszą o ogólnych kosztach organizacji konkursu (19 mln), ale nigdzie nie znalazłam informacji o wynagrodzeniu członków jury. Czy uważacie, że powinna ona być jawna?
Dawid Mateusz: Oczywiście, że powinna być jawna, bo te honoraria są finansowane ze środków publicznych. Chętnie zapytamy organizatora, jak te pieniądze są dystrybuowane. Kilka dni temu otrzymaliśmy listę umów zawartych w ramach organizacji Festiwalu Nowe Horyzonty i niedługo umieścimy ją na naszej stronie. Dążymy do tego, by takie informacje były dostępne publicznie.
A czy uważacie, że powinny one być dostępne na stronie organizatora, czyli Instytutu im. Fryderyka Chopina, czy powinno się je udostępniać na wniosek?
Patryk Kosenda: Jednym z celów naszej kampanii jest nakłonienie podmiotu organizującego tak dużą imprezę kulturalną do publikacji informacji o stawkach na swojej stronie. Chcielibyśmy, by to był dla nich naturalny krok, wprowadzający jawność do życia kulturalnego. Nie chcemy rozstrzygać, czy 19 mln złotych na organizację tak dużej imprezy, jak Konkurs Chopinowski, to dużo czy mało, ale chcielibyśmy wiedzieć, jak rozdysponowano te środki, a przynajmniej tę część, która była publicznymi pieniędzmi. Jeśli wysokie honoraria dla jurorów były uzasadnione, nie widzę powodu do oburzenia, ale też do ukrywania wysokości tych stawek. Dopiero kiedy poznamy stawki związane z organizacją dużych imprez kulturalnych, będziemy mogli o nich rozmawiać. I nie mam na myśli tylko honorariów najbardziej znanych artystów i artystek, ale też ludzi, którzy niosą na barkach te festiwale. Bez tego poruszamy się po omacku. Honoraria jurorskie są chyba najbardziej strzeżoną tajemnicą. Jurorzy przyznają nagrodę, czy to muzyczną czy literacką, której wysokość jest doskonale znana, ale nie wiemy, jak jest wyceniana ich praca.
Dawid: Najtrudniej jest przekonać instytucje, że jawność jest ważna i że ukrywanie pewnych informacji, zwłaszcza tych finansowych, buduje w przypadku kultury nieufność między publicznością, odbiorcami a organizatorami. Natomiast transparentność i wiedza budują zaufanie i ucinają plotki.
Opowiedzcie o akcji #ZnamyStawki, którą zorganizowaliście jako stowarzyszenie Kultura w Pracy. Ruszyła 28 września, w Międzynarodowym Dniu Prawa do Informacji. W manifeście opublikowanym na waszej stronie piszecie o potrzebie jawności finansowania w kulturze i do tego namawiacie w ramach kampanii. Czy możecie powiedzieć, jaka idea stała za rozpoczęciem tej akcji, która ma pokazać problem „kultury tajemnicy” w kulturze?
Dawid: Jesteśmy pracownikami kultury od kilkunastu lat. Nazwa stowarzyszenia też jest oczywiście nieprzypadkowa – chcemy podkreślać aspekt pracowniczy w kulturze. Wielu z nas, a ja na pewno, chcieliśmy się dowiedzieć, dlaczego zarabiamy akurat tyle, i czy inni na podobnym stanowisku nie zarabiają lepiej. Osobiście, kiedy pytałem o pieniądze, zderzałem się ze ścianą – pytania wzbudzały nieufność, byłem rzadziej zapraszany do obsługi wydarzeń. Jawnie promowane natomiast były osoby, które o pieniądze nie pytają.
Jeszcze przed założeniem stowarzyszenia wiedzieliśmy, że organizując wydarzenia, chcemy informować, jakie stawki proponujemy. Ale zależy nam też na promowaniu takiej postawy, stąd pomysł na kampanię #ZnamyStawki. Traktujemy ją jako nieodłączny element propracowniczy, wpisany w istotę i statut Kultury w Pracy.
Macie nadzieję na szybkie efekty, czy raczej nastawiacie się na to, że to będzie bieg długodystansowy? Innymi słowy, czy widzicie szansę na to, że na przykład dyrektor jakiegoś teatru, widząc wasz apel dotyczący jawnych stawek, bez problemu upubliczni informację, że jednemu reżyserowi płaci kilkukrotnie więcej niż pozostałym?
Patryk: Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to kampania, którą będziemy musieli prowadzić przez lata. Skupiamy się na kulturze, bo to jest nasze środowisko, ale chcemy pokazać odbiorcom kampanii, że kultura nie jest czymś wyjątkowym w życiu społecznym. Jeśli wymagamy, jako obywatele, jawności w innych przestrzeniach naszego życia, to kultura nie powinna być z tej jawności wyłączona. Wciąż pokutują mity stawiające artystę w roli przewodnika narodu, ponad zwykłymi ludźmi. A my jesteśmy pracownikami jak wszyscy inni i chcielibyśmy być wynagradzani za naszą pracę.
Jako wieloletni pracownik instytucji kultury byłem świadkiem sytuacji, w których niechętnie zapraszano na wydarzenia artystów, którzy zadawali niewygodne pytania, negocjowali niekorzystne zapisy w umowach czy domagali się bezkompromisowo terminowych wypłat. Bezrefleksyjnie ludzi dbających o przejrzyste warunki pracy zrównywano z osobami naprawdę problematycznymi.
Przeglądając waszą stronę, odkryłam, na czym polega wyjątkowość środowiska artystycznego. W ustawie o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej zapisano, że nie ujawnia się honorariów za działalność artystyczną, jeśli wykonawca zastrzeże poufność, a zlecenie nie jest udzielane w trybie zamówień publicznych, czyli jego wartość jest poniżej 130 tys. zł.
Dawid: Tak, organizator ma prawo powołać się na ten przepis. Wprowadzono go w 2016 roku, wcześniej te informacje były jawne. Było na przykład wiadomo, że Maryla Rodowicz za występ w czasie Sylwestra zarobiła tyle a tyle. Historia wprowadzenia tego artykułu 29a jest śmieszna i kabaretowa – dotyczy właśnie polskich kabaretów, które często występowały w małych miejscowościach. Potrafiono wydać roczny budżet przeznaczony na kulturę na jeden występ kabaretu, co słusznie zaczęło powodować oburzenie lokalnych społeczności. Po wprowadzeniu art. 29a przestali się oburzać, bo nie mieli już informacji, jaki był koszt danego występu – ustawodawca stwierdził, że da możliwość ich utajnienia. Zrobiono to pod płaszczykiem ochrony interesów artystów. Tak naprawdę to jest ochrona interesów tych najpopularniejszych i najlepiej zarabiających. Tym gorzej zarabiających, stawiającym pierwsze kroki w branży, odebrano narzędzie do negocjowania stawek. Ponadto uważamy, że ten artykuł jest niekonstytucyjny, ponieważ podważa równość obywateli wobec prawa.
Co waszym zdaniem dałoby ujawnienie stawek, które płaci się artystom? Czy to pozwoliłoby zmniejszyć nierówności?
Patryk: Jesteśmy przekonani, że będzie to krok w kierunku zmniejszenia tych dysproporcji. Gdybyśmy wrócili do stanu sprzed wprowadzenia artykułu 29a, to jesteśmy w stanie pozyskać dane, na których możemy pracować i o których będziemy dyskutować. Mamy na przykład kilkadziesiąt tysięcy dla kabaretu, który jest sztuką równie ważną, jak każda inna, ale czy rzeczywiście ta stawka powinna mieć wysokość rocznego budżetu na kulturę miasta powiatowego? Sam pochodzę z jednego z takich miast i były takie sytuacje, że znany raper miał dostać za występ podobną kwotę, a młodsi twórcy mieli grać na miejskiej scenie za wpis do CV. Dla włodarzy to była normalna sytuacja – w komentarzach w mediach społecznościowych pisali, że jak przyjdzie sława, to przyjdą pieniądze. My jesteśmy przeciwni takiemu definiowaniu kultury.
Ujawnienie stawek zmieniłoby pozycję negocjacyjną twórców. Przykładowo, gdy wiem, że festiwale A i B płacą twórcom 1 tys. zł., a festiwal C za to samo proponuje 500 zł., mogę w rozmowie z organizatorem odwołać się do stawek rynkowych. Ich nieznajomość utrudnia też pisanie wniosków grantowych – nie wiemy, jakie środki na jakie działanie powinniśmy przeznaczyć. Możemy bazować jedynie na naszych doświadczeniach i intuicji.
Dawid: To nie jest tak, że my sobie wymyśliliśmy coś absurdalnego, oderwanego od rzeczywistości. Mówimy o standardach, które obowiązują w Europie i na świecie. Norweski Związek Pisarzy na swoich stronach publikuje informacje o obowiązujących stawkach za spotkanie autorskie, odczyt czy uczestnictwo w panelu dyskusyjnym. Nie dość, że te stawki są jawne, to jeszcze ustandaryzowane dla wszystkich. W całej Skandynawii jest podobny system. Widzimy go też w wielu innych krajach europejskich i można powiedzieć, że jest to światowa tendencja, a my chcielibyśmy, by objęła swoim zasięgiem i Polskę.
Wierzę też, że ta zmiana wpłynęłaby pozytywnie na postrzeganie środowiska kulturalnego w ogóle. Artyści są często postrzegani jako lekkoduchy, darmozjady, osoby, które bardziej się bawią niż pracują. A dla większości z nas to praca, często ciężka, za którą nie idą duże pieniądze. Przeciętny odbiorca, gdy myśli o artystach, widzi tych najlepiej zarabiających, a to przecież promil całego środowiska.
W ramach waszej akcji zwracacie się do instytucji kultury z apelem o większą jawność i publikowanie informacji o stawkach. Czy on już został rozesłany?
Patryk: Na razie zbieramy podpisy i kolejnym krokiem będzie wysłanie go do wszystkich publicznych instytucji kultury w Polsce (tu można podpisać apel). Chcemy to potraktować jako zaproszenie do współpracy na rzecz transparentności w kulturze. Nie traktujemy instytucji jako przeciwników, ale jako partnerów, bo sami je też tworzymy. Uważamy, że ta zmiana w kierunku jawności będzie dobra dla wszystkich.
Zastanawiam się, na ile sytuacja w kulturze się zmieni po wejściu w życie ustawy o Centralnym Rejestrze Umów, która nakłada na publiczne instytucje, w tym instytucje kultury, obowiązek publikowania informacji o zawartych umowach.
Dawid: Jeżeli artykuł 29a ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej wciąż będzie obowiązywał, to pomoże, jeśli nie w unikaniu publikacji informacji o umowach, to na pewno w odwlekaniu publikacji umów w czasie. Dlatego mamy nadzieję, że zniknie on z ustawy w trakcie planowanej nowelizacji. Nic nie wskazuje na to, że środowisko będzie się temu sprzeciwiało.
Patryk: Obawiam się, że po wprowadzeniu CRU instytucje będą częściej korzystały z art. 29a. Śledzimy wasze działania na rzecz niezwiększania progu publikacji umów w rejestrze z 500 zł do 10 tys. zł. Jeśli chodzi o wynagrodzenia w kulturze, to podniesienie tego progu byłoby bardzo niekorzystne. Honoraria powyżej 10 tys. zł, to niewielki odsetek zarobków w kulturze.
W ramach akcji #ZnamyStawki wysłaliście wiele wniosków o informację publiczną, m.in. dot. Festiwalu Miłosza, Nowych Horyzontów, Festiwalu Kryminału. Czy ktoś wam odpowiedział? Pytaliście o stawki?
Dawid: Tak, pytaliśmy o konkretny spis umów z kwotami, nazwiskami, przedmiotem umowy. Na razie mamy odpowiedź od Nowych Horyzontów. Na resztę czekamy.
A jak wygląda wsparcie środowiska artystycznego dla waszej akcji?
Patryk: Jesteśmy zbudowani postawą osób, do których się zwracaliśmy z prośbą o to, by zostali ambasadorami naszej akcji. Mało kto nam odmówił. Nasz apel podpisało wiele osób mających ugruntowaną pozycję w środowisku artystycznym. W ciągu 3 tygodni dołączyły kolejne osoby.
Dawid: Co nas cieszy najbardziej, są to przedstawiciele różnych branż artystycznych – aktorzy, muzycy, graficy, artyści uliczni, twórcy komiksów, twórcy cyfrowi i przedstawiciele wielu innych dziedzin artystycznych, co pokazuje, że cała branża zrozumiała, że problem jest wspólny i tylko razem go przezwyciężymy.
Nie zapytałam was jeszcze o wasze stowarzyszenie Kultura w pracy, które ma na razie krótką historię.
Patryk: Wpis do KRS-u to marzec 2024 roku. Większość członków stowarzyszenia ma wieloletnie doświadczenie pracy w kulturze. Chcieliśmy je połączyć, zwłaszcza że mieliśmy podobne obserwacje dotyczące warunków tej pracy. Widzieliśmy nierówności, niepoważne traktowanie artystów, brak stabilnego zatrudnienia itd. Wszystkie te sprawy leżały nam na sercu i postanowiliśmy się nimi zająć, trochę pod prąd tego, jak wygląda tworzenie NGO kulturalnego w naszym środowisku.
Ważne są dla nas również działania stricte artystyczne – organizujemy spotkania autorskie, turnieje literackie, współpracujemy z muzeami, już dwukrotnie robiliśmy wydarzenia poetyckie w lesie.
Dawid: Podkreślamy w naszych działaniach, że kultura to część życia społecznego. Chcemy tworzyć kulturę dla publiczności, nie dla ludzi z naszej bańki. Bo kultura dla nas to także tworzenie wspólnej wioski, w której każdy ma swoją rolę.
Jaki macie plany związane z kampanią na najbliższy czas i jak można się w nią włączyć?
Patryk: Chcemy przełamywać tabu związane z mówieniem o pieniądzach, więc zacznę od zachęty do wsparcia finansowego, którego bardzo potrzebujemy. Dotychczasowe działania finansowaliśmy ze składek członkowskich i darowizn. Do ich rozwinięcia potrzebujemy pomocy.
Dużym wsparciem będzie również podpisanie naszego apelu do instytucji kultury czy udostępnienie naszych materiałów w mediach społecznościowych (jesteśmy na większości platform). A ludzie kultury mogą nas wspierać, ujawniając informacje o swoich stawkach.
Macie nawet na stronie instrukcję, jak to zrobić.
Patryk: Pisaliśmy to w porozumieniu z prawniczką działającą w stowarzyszeniu. Ja już z tej instrukcji skorzystałem.
Dawid: A jeśli chodzi o nasze plany, to chcemy wydać podręcznik transparentności, który będzie służył zarówno twórcom, jak i instytucjom kultury. Ma przekonywać do jawności, pokazując, jak ją wprowadzać. Chcemy też organizować warsztaty transparentności w kilku miastach w Polsce. Planujemy nakręcić spot i promować go w kinach. Będziemy rozmawiać z przedstawicielami zagranicznych środowisk, jak wygląda u nich jawność w kulturze w praktyce. Chcemy otwarcie, na spotkaniach autorskich, rozmawiać o pieniądzach. Ale do tego wszystkiego potrzebujemy pomocy: Zapraszamy wszystkich do odwiedzenia strony naszej akcji, podpisania się pod apelem i zostania ambasadorem kampanii, a także wsparcia #ZnamyStawki finansowo. Gramy w otwarte, jawne i transparentne karty.
……………………
* Dawid Mateusz (ur. 1986 w Wadowicach) – syn szewca, wiejskiego działacza społecznego oraz nauczycielki historii w szkole podstawowej i gimnazjum; poeta, działacz. Prezes stowarzyszenia Kultura w Pracy. Autor debiutanckiej Stacji wieży ciśnień, która otrzymała m.in. Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiut roku, nagrodę czytelników Browar za debiut oraz nominację do Nagrody Literackiej Gdynia. Redaktor: między innymi kilkunastu książek poetyckich i almanachu Połów. Poetyckie debiuty (2018-2022). Animator kultury: współzałożyciel Krakowskiej Szkoły Poezji im. Aleksandra Fredry, organizator kilkuset wydarzeń literackich w ostatnich latach. Jego wiersze były tłumaczone na angielski, czeski, rumuński, węgierski, kataloński, litewski, ukraiński.
** Patryk Kosenda (ur. 1993 w Łowiczu) – poeta i działacz. Wiceprezes stowarzyszenia Kultura w Pracy. Redaktor portalu krytycznoliterackiego „Dziennik Literacki”. Autor książek poetyckich Robodramy w zieleniakach (Ha!art, 2019) oraz Największy na świecie drewniany coaster (KONTENT, 2021), za który nominowany był do Nagrody Literackiej Gdynia. Współautor (z Piotrem Burzyńskim) poemiksu Konklawe świerszczyków (Los Kraba / Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Łódź, 2025). Laureat stypendium artystycznego Miasta Łowicza (2018 oraz 2019) i stypendium Krakowa Miasta Literatury UNESCO (2021). Laureat licznych konkursów literackich, m.in. OKP im. Herberta i OKP im. Wojaczka. Tłumaczony na: angielski, czeski, duński, grecki, hiszpański, słowacki, ukraiński i węgierski. Mieszka w Krakowie.
Źródło: Sieć Obywatelska Watchdog Polska






